Krupa & Rzeszutko

 

Diabeł tkwi w dodatkach: podszewki, jedwabne nici, guziki z bawolego rogu.

Szelki o klasycznej konstrukcji i nie klasycznym wzorze, na przykład trupiej czaszki. Ale też najwyższej jakości męskie podwiązki, które zapięte nad łydką trzymają podkolanówki.

Zawód krawca to z jednej strony spotkania, rozmowy, doradztwo w kwestii stylu, z drugiej- wybór fasonów, mnóstwo pracy ręcznej, wielokrotne prasowania, przymiarki, wybory dodatków, staranne wykończenia.

I efekt – dzieło sztuki krawieckiej. Ubranie jedyne w swoim rodzaju.

Henryk Krupa zaczynał jako szesnastolatek w założonej w 1926 roku pracowni krawieckiej ojca.

Pracowało się cały tydzień, łącznie z sobotami. Uczeń od pracy się nie migał. Dzielnie łączył przyswajanie wiedzy szkolnej i tej praktycznej przez 10 godzin dziennie.  Często także w nocy. Najlepszym testem na sprawdzenie umiejętności krawieckich ucznia było uszycie kamizelki.

Szyli wtedy głównie dla mieszczaństwa, niskiej klasy średniej.

„ Ojciec uczył mnie, żeby szanować tych ludzi, bo oni dają nam chleb- wspomina pan Henryk. Dzisiaj szyjemy dla zamożnych.”

Kim są klienci pracowni „Krupa & Rzeszutko” ? To osoby świadome i wymagające.

Krawiectwo miarowe, to gruntowna wiedza w zakresie konstrukcji kroju, znajomość żelaznych zasad klasycznej elegancji, analiza nowych trendów i nieograniczony dostęp do materiałów dostarczanych przez najlepsze tkalnie  świata.

Mężczyzna ponoć najlepiej wygląda w garniturze. W szafie powinien mieć przynajmniej dwa- niepodważalną klasykę dla panów- grafit i granat. Dobrze uszyty garnitur leży też w możliwościach mniej zamożnych klientów.Zawsze można wybrać tańszą tkaninę, mniej ekskluzywne dodatki.Ale i tak, uszycie pięknego garnituru trwa najmniej 50 godzin. Frak robi się 70 godzin.

Córka pana Henryka, Elżbieta jest mistrzem krawiectwa miarowego ale też złotniczką z zawodu.Jej specjalnością stało się wprawianie rękawów. Zdradza, że kobieta jest dużo bardziej wymagającym klientem. „Nie doradzamy. Sugerujemy. Mankamenty figury? W dobrym krawiectwie jest sposób na wszystko.”

Karol Rzeszutko po studiach logistycznych, tuż przed obroną dyplomu mistrza krawiectwa miarowego. Docenia każdy dzień rodzinnego bytu, wspólnej pracy, tym samym prywatnej nauki.

Umiejętności i doświadczenie dziadka, „złote ręce” córki i znajomość praw rządzących dzisiejszym światem wnuka Karola stworzyły niespotykaną siłę. Rodzinne więzi cechuje wzajemna miłość i szacunek. Łączy wspólna pasja.

Po przekroczeniu progu pracowni ogarnia uczucie znalezienia się w innym, dawno minionym świecie. W teraźniejszość zawraca dzwoniąca komórka. Ale panujący spokój, brak pośpiechu, życzliwość zachęca, by spędzić tu najbliższą przyszłość.

W poduszeczce pysznią się szpilki, można poczytać „Postęp krawiecki” z 1958 roku lub instrukcję wiązania muszki.

„Kształt i szerokość skrzydeł motyla powinna być dopasowana do obwodów szyi, głowy oraz rozstawu oczu. Za sprawą ręcznych ściegów, mucha jest bardziej elastyczna, dzięki czemu gładko dopasowuje się do obwodu szyi. Mięśniem muchy jest naturalny, bawełniany wkład, dzięki któremu po przewiązaniu wokół szyi stabilniej trzyma poziom względem kołnierzyka.”

Ręcznie wyszywane dziurki do guzików, to jeden z kolejnych, ścisłych standardów pierwotnego, autentycznego krawiectwa miarowego. Ilość, wielkość i rozmieszczenie kieszeni od środka marynarki, to osobisty wybór klienta. Stebnowane obszycia wykonane ręcznie, skutecznie obniżają stopień formalności garnituru czy poszczególnych jego części.

Waterunek- wnętrze marynarki ma pracować wraz z ciałem. Tu bawełna połączona z sierścią wielbłąda, kozy czy konia sprawdza się najlepiej. Równie ważna jest koszula. Do wyboru 300 odcieni bawełny, kilkadziesiąt rodzajów kołnierzy, każda opcja mankietu, przedniej plisy czy wykończenia pleców.

Na fular stuprocentowy jedwab. Może we wzorze tureckiego pieprzu?

W odróżnieniu od gotowych wyrobów sklepowych, produkowanych na dużą skalę i tylko dla sylwetek „prawidłowych”, w krawiectwie miarowym proces tworzenia konkretnego ubioru odbywa się wedle zasady: jeden krawiec – jeden klient. Razem wybiorą odpowiednią tkaninę, dopasują kołnierzyk do kształtu twarzy, wspólnie zdecydują o wariancie kroju koszuli, kolorze nici i guzików.

W środku prawej wewnętrznej kieszeni marynarki, wszywa się metrykę z informacją dla kogo konkretna marynarka została uszyta, kiedy i przez kogo. Jest wizytówką krawca.

Dziadek o wnuku:

Karol wykonuje pierwszą miarę lepiej niż ja.

Poświęca łącznie koło pięciu godzin na same spotkania z klientem, a to jest bardzo długo. Jest dyskusja, stara się wprowadzić klienta, o wszystko go wypyta, do czego to będzie, do pracy, czy inne okazje, o tkaniny, dodatki...

Wnuk o dziadku:

Czas, który jest mi z nim dany, jest ograniczony i ja się tego boję, bo nie znam jeszcze wszystkich tajników krawiectwa miarowego. To taka ilość wiedzy i doświadczenia, 65 lat w zawodzie! Każdy dzień z nim traktuję jak bezcenną lekcję z wielkim mistrzem.

Klient jest skłonny sporo zapłacić za usługę. To się wiąże z tym, że trzeba pracować z pasją i z sercem, czyli tym, co mój dziadek ma do przekazania.

 

Posted on June 26, 2013 .